sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 1

-Muszę tam jechać?- spytała niezadowolona Allison opierając się o szafkę kuchenną.
-Ally, nie byłaś u ojca latami. Nie uważasz, że powinnaś chociaż czasem do niego jeździć?- mówiła jej mama.
-Ale...- westchnęła nastolatka.
-Nie ma żadnych "ale". Jedziesz i to postanowione- powiedziała ostro Kelly. Tak miała na imię Pani Hope.
-Zmarnuję całe wakacje. Dzięki mamo- szepnęła sarkastycznie.
-Radzę ci zacząć się pakowa, skoro wyjeżdżasz jutro.
-A ja radzę ci przestać mnie zmuszać do tego wyjazdu!- krzyknęła All trzaskając drzwiami.
           Następnego dnia niezadowolona Ally pojechała na lotnisko. Wolała spędzić wakacje z Vanessą, a nie na jakimś odludziu z ojcem, do którego się nie odzywała. Poza tym nie było tam nikogo w jej wieku. Starsza pani i sąsiad, który był emerytowanym sędzią nie wzbudzali jej zainteresowania. Wręcz przeciwnie. Po kilkunastu wskazówkach matki wreszcie mogła odprężyć się w samolocie. Wzięła jakąś książkę, ale nie miała ochoty jej czytać. Wolała pomyśleć, rozważyć wszystkie "za i przeciw" tego wyjazdu. Wspominała też wszystkie wakacje w Honlost. W wyobraźni widziała pomost, a na nim stała ona w wieku sześciu lat z jakimś ciemnowłosym chłopczykiem. Pamiętała wszystko, co było z nim związane, ale nie zostało jej w pamięci jego imię. Zawsze kiedy przyjeżdżała spędzali całe dnie razem. Nie zapomniała nawet tego, kiedy jako czterolatek ciągle całował ją w policzek. Zaśmiała się cicho. To wspomnienie było urocze. Co się stałoi z tym chłopakiem? Tego nigdy nie wiedziała. Mama raz coś mówiła, że umarł, ale jej to nie obchodziło. Wróciła do rzeczywistości. Zostało jeszcze kilka minut do lądowania. Nie myślała, że ta podróż potrwa tak krótko. Ostatnią myślą było "A może ten chłopak nie umarł? Co, jeśli go spotkam?"
        -Tak, tak Vanessa. Słyszałam o tej kolekcji. Podobno na pokazie było całe 1D, Selena i inne sławy- rozmawiała z przyjaciółką o pokazie, który ostatnio się odbył. Zorientowała się, że podróż pomarańczowym samochodem ojca się skończyła.
-All, odłóź ten telefon- tata wreszcie się odezwał. Na lotnisku zaproponował tylko pomoc przy bagażach, a podczas podróży nic nie mówił.
-Boże, Van... Wiesz jaka to rudera?!- krzyknęła. Ojciec postanowił już nic nie mówić. Weszła do domu za ojcem. Wcześniej pożegnała się z Vanessą.
-Ally, chodź pokażę ci dom. Dawno tu nie byłaś- zaproponował blondynce.
-Dobrze tato- odpowiedziała spokojnie Potem udała się za mężczyzną. 
           Po obejrzeniu domu, który kompletnie nie podobał się Ally ojciec postanowił dać jej chwilę na rozpakowanie się. Dziewczyna chciała zrobić to jak najszybciej, aby móc zadzwonić do Vanessy i podzielić się negatywnymi wrażeniami z pobytu tutaj. Szybko sprawdziła jeszcze jak wygląda sytuacja z WiFi, które było jej wręcz potrzebne do życia. DOSŁOWNIE! Zauważyła, że sieć jest, więc postanowiła zapytać o hasło jutro. Chwyciła walizkę, wyjęła z niej ciuchy i zaczęła je rozkładać po szafkach. Potem wzięła się za inne rzeczy typu buty i kosmetyki. Po zakończeniu czynności przebrała się w fioletową, rozkloszowaną sukienkę. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie. Była piętnasta, więc Allison zdecydowała się narzucić swoją ulubioną kurtkę dżinsową i iść na spacer. Nie informując ojca wyszła. Rozejrzała się dookoła. Trochę się przez te dziesięć lat zmieniło... Posmutniała widząc swój stary plac zabaw, lecz nie zniechęcała się do dalszego zwiedzania. Postanowiła udać się na swój ulubiony pomost za domem. Znajdował się kilkaset metrów dalej. Będąc coraz bliżej zauważyła jakiegoś chłopaka grającego na gitarze. Nagle poczuła wibrację telefonu:
Tata:  Nie wiem gdzie jesteś, ale przychodź szybko, bo wieczorem przyjdzie chłopak Mendesów.
Zmarszczyła brwi nie wiedząc o kogo chodzi jej ojcu. Postanowiła to zignorować i iść na molo. Przystała na chwilę, aby przyjrzeć się jeszcze brunetowi z gitarą. Wydawał się być niegroźny, więc podeszła. Na początku nastolatek jej nawet nie zauważył, ponieważ śpiewał z zamkniętymi oczyma. Otworzył po skończeniu piosenki. Pisnął niczym dziewczyna.
-Wystraszyłaś mnie- zaśmiał się.
-Przepraszam- powiedziała spokojnie.
-Dobra, wybaczam. Jestem Shawn- wyciągnął do niej rękę.
-Allison Hope- podała mu swoją.
-Miło poznać. Co tutaj robisz, bo nie kojarzę żadnej dziewczyny z tych stron?- spytał olśniewając ją cudownym uśmiechem, który postanowiła odwzajemnić.
-Przyjechałam na wakacje do ojca, ale nie chce mi się tu za bardzo przebywać-stwierdziła.
-Dlaczego? Przecież tu nie jest tak źle. Jeśli chcesz, mogę ci pokazać okolicę, zabrać na jakąś imprezę czasem- zaproponował.

------------------------------------------------------------------------------------
Witam państwa! Lodo wreszcie publikuje rozdział! Kto happy? :) Jak się podoba? Na razie nic ciekawego, ale mam nadzieję, że fabuła się jakoś rozkręci i będziecie czytać :* Co do częstotliwości pisania to muszę jeszcze pomyśleć, ponieważ zajmuję się kilkoma blogami. Na razie myślę, że przy rozkręcaniu opowiadania będzie 1-2 rozdziały na tydzień. Także to chyba na tyle! KOMENTUJCIE, BO CHCĘ ZNAĆ WASZE ZDANIE MIŚKI <3